Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS



cytat sezonowy:

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!


Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Płachta na niej długa, biała,
W ręku gałąź oszroniała,
A na plecach drwa...
Nasza zima zła!



(Konopnicka)




ogłoszenie oficjalne ;)

niedziela, 07 lutego 2010 21:47

Z kotem ciągle dalej, ale już nie stara panna.

Jestem kolejnym wpisem na liście dowodów, że można znaleźć faceta przez internet.
Lepiej - faceta sensownego.
Ogarniętego, inteligentnego, sympatycznego, dobrze wychowanego, czułego, dobrego... Ach, długo  by wyliczać.
No i do tego przystojnego ;)

Na razie niesie mnie euforia. Od przyszłej soboty będziemy mogli spędzić ze sobą więcej czasu, ale już mam wrażenie, jakbyśmy się sto lat znali. Dzielą nas niestety kilometry - i to tak, że zostają nam co poniektóre weekendy, kiedy nie będę miała szkoły. Ale oboje z Duchem wierzymy, że nam się uda.


Ech, kochani, trzymajcie kciuki, bo mam takie delikatne przeczucie, że to jest właśnie TEN.


A randka "jak w liceum" - słodko, miło, chodzenie za rączkę, całowanie, wpatrywanie się w siebie z uśmiechem na twarzy... Już nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle się uśmiechałam, tak szczerze, niemal bezwiednie.

komentarze (2) | chcesz skomentować? - zapraszam!

w końcu!!! Blondynka mniej-więcej ogarnięta.

wtorek, 02 lutego 2010 22:29

Nie, to nie życie jest poje*ane, to tylko ja...

Znacie te momenty, gdzie jedynym komentarzem, jaki przychodzi człowiekowi na myśl, jest stek brzydkich słów? Bo jest tak bezsilny, że już sam nie wie, co powiedzieć?

Jeszcze przed chwilą był tu wpis, jaka to ja jestem nieszczęśliwa. I jaka wkur... zirytowana na kogoś.
Popłakałam się przed komputerem, prawda.
Napisałam, jak to mi źle.

Poszłam sobie po fajki na stację i odetchnęłam mroźnym powietrzem.
Wyjaśniło mi się parę rzeczy.

Zakończył się pewien etap w moim życiu.
Z czystym sumieniem i czystym kontem wchodzę w nowy etap.

Otóż definitywnie zakończyłam sprawę z tym, co go na Marsa chciałam wysłać, tym samym, co mnie od dwóch miesięcy najpierw zmuszał do płaczu, potem wkurzał. Dziś, proszę państwa, płakałam przez niego ostatni raz.

Napisał prawdę, sam o sobie: jestem chu*em. Nie mogę się nie zgodzić.

Napisał też: "generalnie szczęśliwiec ten, kto trafi na Ciebie"
I tu też nie mogę się nie zgodzić.

I trzymajcie kciuki, bo chyba trafił na mnie taki jeden szczęśliwiec.
Boję się zaangażować, zwłaszcza w świetle tego, co się u mnie w Departamencie Spraw Sercowych działo od czasu, kiedy poznałam L., czyli będzie już 2,5 roku. Ale jeszcze dla tego jednego spróbuję.

Ostatni raz. I może przestanę być starą panną z kotem.

Durna Blondynka, znowu robi sobie nadzieje, powiecie. Ano robię. Jakkolwiek głupie by to nie było, o czym dobrze wiem.
Jak nie wyjdzie, znów wypłaczę się w koszulę M.U.K. I zacznę odkładać kasę na to mieszkanie na Saskiej Kępie.

No.

Ogólnie dobrze jest. Jestem silna, mądra i coraz piękniejsza. Ot co. I chyba ociupinkę za... za... zauroczona...


i tytuł notki zmieniam z "nic, tylko się rozpłakać..." na "wolna, nareszcie!" albo "w końcu!"

komentarze (2) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Faceci są z Marsa...

niedziela, 31 stycznia 2010 0:04

Wcześniejsza część rozmowy nie jest specjalnie istotna.
Ważne, że powiedziałam, że pewien pan dostanie kopa w 4 litery, tak, żeby doleciał na Madagaskar.
A.D.D. twierdzi, że za blisko, chyba że obleci Ziemię choć raz dookoła.

A.D.D.:  ewentualnie można nadać kierunek wgłąb ziemi - wtedy Chiny są ok.
Ja: hmmm, ewentualnie Mars, jak w górę i dobrze obliczy się trajektorię...
A.D.D: Za skomplikowane obliczenia jak dla mnie.
Ja: Ja takie lubię ;)
A.D.D.: Poza tym szkoda Marsa - stamtąd rzecież wszyscy faceci pochodzą, a możę w jakiś sensowny w końcu przyleci?
Ja: a może odesłać im go z kartką na czole "egzemplarz wybrakowany, proszę przysłać lepszego"?

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

samochody...

sobota, 30 stycznia 2010 23:53
Znalezione wśród kartek, na których prowadziłyśmy rozmowy na wykładach:

Jaga: Samochód powinien być jak mężczyzna...
Ja: Duży, ekonomiczny i łatwy w prowadzeniu.

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

no no no

piątek, 29 stycznia 2010 13:42
Hehe, widać pierwsze pozytywne efekty...

Muszę kotu Ildefonsu zrobić nowe zdjęcia, bo zima za oknem i zima na pulpicie to ciut za dużo jak dla mnie. I chyba zmienię cytat sezonowy, bo tego śnieżku coraz więcej... Pan wojewoda, jak widać, nie ma innych zajęć.


Weny twórczej natomiast nie mam do niczego. Ot co.

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

dziwne sny - o co chodzi?

środa, 27 stycznia 2010 11:28
Śniło mi się, że żyliśmy w jakimś dziwnym świecie, takim orwellowsko-złym, szarym, smutnym, inwigilowanym przez wszystko i wszystkich. Mój były pan i władca zadzwonił do mnie, że ma wielką prośbę i potrzebuje mojej pomocy. Cóż, jak zwykle za dobra dla ludzi, się zgodziłam. Okazało się, że coś mu się stało w rękę - i trzeba było ją amputować. Nie wiem, czy służba zdrowia nie istniała, czy po prostu z nieznanych przyczyn nie mógł się zgłosić do szpitala, dość, że tą rękę miał mieć obcinaną na żywca w moim mieszkaniu.
Przyszedł felczer, a raczej rzeźnik, kazał mi wyłożyć przedpokój folią malarską i zabezpieczyć ściany (nie pytajcie, czemu miał ciąć akurat w przedpokoju). Mój były czekał w kuchni. Przestraszyłam się jednak i powiedziałam, że ok, załatwiłam mu tego felczera, ale nie jestem zachwycona tym, że będą to robić u mnie w domu. Kiedy chciałam wyprosić ich za drzwi, były zaczął mnie okładać tą rzekomo chorą ręką...


Drugi sen był jeszcze dziwniejszy - miałam dziecko, ojciec nieznany. Dziecko miało już mniej-więcej pół roku, takie kumate dość i mało wyjące (co mu się chwaliło). Płci nie pamiętam, ale wydaje mi się, że chłopczyk. Głównym problemem w tym śnie było to, że każdy pytał, jak ono ma na imię, a ja mówiłam, że imienia jeszcze nie ma, że jeszcze za młode na imię.


Ma ktoś jakiś pomysł?

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

ledwo żyję, ale dobrze jest :)

niedziela, 24 stycznia 2010 18:03
Cholera, musi mi się w końcu zdarzyć kiepski weekend, bo się już nudno robi, jak co tydzień piszę, że fajnie było :)






Co do moich życiowych zmian - uprzejmie proszę o trzymanie kciuków, bo właśnie - trzy, dwa jeden! - zaczynam.

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

zmiany?

piątek, 22 stycznia 2010 12:47
Cóż, nie tworzymy z Ildefonsem potęgi internetu, jak widać. Ważne natomiast, że zdobyliśmy nowych czytelników, a smsy wysłane na kociego bloga wspomogą fundusz dla niepełnosprawnych.
Dlatego też na łamach "blondynki" dziękujemy wszystkim głosującym.

Sesja się jeszcze nie zaczęła, choć nie jest źle, egzamin już mam zdany. Katar mi się zaczyna - i tu gorzej.

Uprzejmie informuję, że nastąpią w moim życiu poważne zmiany. Niestety dotkną niektórych ludzi z mojego otoczenia, za co z góry bardzo przepraszam, ale wiecie, jaka jestem, kiedy mi się wejdzie na ambicję i połączy to z przekupstwem.
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, w maju będę miała własne 4 kółka.

komentarze (2) | chcesz skomentować? - zapraszam!

przepraszam

środa, 20 stycznia 2010 23:33
Przepraszam, że ostatnio zaniedbałam bloga.
Przepraszam, że ostatnio nie było rozmówek.
Koleżankę Aleksandrę przepraszam, że tak mało o niej jest.
Z resztą każdego, który czuje się urażony, że o nim nie piszę, przepraszam.
Jak komuś coś obiecałam i zapomniałam, przepraszam.
W sumie jak komuś coś załatwiłam, a ten ktoś zapomniał, to też pewnie moja wina, więc przepraszam na zapas.

Przeglądam listę kontaktów na gg - co chwila opis "ja je*ię", "ja pier*olę" albo ze słowem "ku*wa" w przekrojowej deklinacji. Każdy się wk... irytuje, głównie z powodu sesji.

Na mnie najmocniej działa brak słońca. Lubię śnieg, uwielbiam zimę i w ogóle, no ale bez przesady. Podobno ma być tak jeszcze przez miesiąc. Chyba w ramach ratowania swojej psychiki (a przynajmniej jej resztek) oraz zdrowia przebywających w moim otoczeniu, będę się musiała ruszyć do solarium. Choć na 5 minut - może nie zaszkodzi to za bardzo moim bliznom, a za to pomoże na samopoczucie?

Na pewno pomogłoby mi, gdybyście, kochani, wysłali smska na blog o Ildefonsie - H00103 na numer 7144 - będę dźwięczna niezmiernie.


I jeszcze rada na przyszłość - jak Was zacznie coś rozkładać (w sensie choróbska) i w dodatku będziecie mieli paskudny humor - nie berzcie się za oglądanie psychodelicznych filmów! Będę miała w nocy koszmary - to więcej niż pewne...

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Ała...

wtorek, 19 stycznia 2010 22:01
Źródła informacji dla dziennikarza to temat niewątpliwie fascynujący. Tak fascynujący, że nie mogę utrzymać wzroku na książce dłużej niż 5 sekund - a mówimy tu tylko o patrzeniu na okładkę ;)

Nie, serio mówiąc to coś tam poczytałam, pooglądałam, przekartkowałam... Ale WSZYSTKO, dosłownie wszystko wydaje się być ciekawsze, niż nauka. Nawet internet, który działa potwornie. Youtube się nie włącza - to znaczy się włącza, ale na załadowanie się jednego głupiego teledysku trzeba czekać 10 minut.

Oczywiście nic u mnie nie może zadziałać normalnie - gdy tylko sobie postanowię, że koniec z romansami, od razu zaczyna się coś "ruszać"... Jednego ciągle dalej mam ochotę zamordować, drugiego znowu mam ochotę zamordować, ale cóż... Ważne, że trzeci wzbudza we mnie zgoła odmienne uczucia. W sensie zubrana, bo (jeszcze) żeśmy się nie rozbierali... 

Kot chrapie na swoim taborecie - btw, wejdźcie na http://www.kot-ildefons.bloog.pl i oddajcie głos, co? - chrapie słodko, pomrukując. Cóż, jedyny samiec w moim życiu, który nie wymaga skomplikowanych zabiegów, a i tak mnie kocha... Jednocześnie za-żarcie i za-wzięcie ;)

I tym optymistycznym akcentem kończąc, wracam do podręcznika.

Będzie dobrze...
Tak jak napisał mi na fb M.:

-Powtarzałaś coś na egzamin?
-Tak.
-Co powtarzałaś?
-Będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze....

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

tydzień później...

niedziela, 17 stycznia 2010 17:54
Najpierw nie było internetu, a potem albo czasu, albo weny, albo i obu jednocześnie.
Informuję co następuje:
Kolejny fajny weekend minął.
Jak się postaram, to w sesji będę miała tylko jeden przedmiot do zdania. Na dwa tygodnie przed sesją mam już z głowy połowę zaliczeń. Jest dobrze.
Ciągle rozwijam się kulinarnie ;)
Muszę sobie kupić nową klawiaturę, bo niestety ta, którą mam teraz, nie lubi wina.
Kot dalej łobuzuje, rękę mam podrapaną jak jakiś pirat z Karaibów. Tak mu się niechcący drapło.
Podjęłam męską decyzję - odkochuję się ze skutkiem natychmiastowym. Postanowiłam wrócić do swojego starego trybu życia. Stara panna z kotem, zero romantycznych uniesień. Jak będę miała chęć, to sobie po jakiegoś kolegę zadzwonię. Koniec, kropka, dość mam czekania na nie wiadomo co. I nie dam się w, za przeproszeniem, chu*a nikomu więcej zrobić.
Kark mnie boli po Valhalli, jak zwykle...
Chcę, żeby już był 15 czerwca! :)

Nie mam siły dziś na myślenie. Wypalę papieroska, wezmę prysznic i idę spać. Taaa, jak znam samą siebie, będę siedziała do pierwszej w nocy...

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

:(

poniedziałek, 11 stycznia 2010 12:47
Miała być notka, jaki fajny był weekend. Bo był.
Miała być notka, jak to fajnie, że ciocia przyjechała (bez skojarzeń, prawdziwa ciocia z Niemiec, nie miałam obaw co do rozmnażania!).
Miało być dużo rzeczy.

Teraz piszę na biegu u Rodziców - bo w domu nie będę miała netu conajmniej do środy.
Może to i dobrze - przynajmniej się pouczę...

A te opracowania, które obiecałam ludziom z roku, wyślę najpóźniej w środę rano od Rodziców.

Tak więc nie bójcie się, kochani, nie umarłam ;) Netu po prostu nie mam :)


ALE ZA TO MAM BILET NA METALLIKĘ!!!!!!!!
(sorry, musiałam się pochwalić ;)

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

PIĘKNIE!!!

środa, 06 stycznia 2010 17:11
Wyszłam na dwór, poszłam do sklepu i po fajki. 

Jest PIĘKNIE! 

Nieprzesadnie zimno, śnieżek prószy, taki śliczny i lśniący, dużo go i przykrył wszystkie syfy. Skrzy się cudnie. 

Sanki, królestwo za sanki, że tak sobie pozwolę sparafrazować. Żeby się znalazła grupka chętnych, jakaś fajna górka i kilka par sanek... Ojoj, by się działo. Tak mi się marzy takie wyjście...

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

requiem

wtorek, 05 stycznia 2010 0:20


Przyszedł do mnie M.U.K.

Przyszedł pogadać o życiu i śmierci, o wszystkim, co nas oboje boli, martwi, dołuje...
Wypiliśmy, co było do wypicia, pogadaliśmy, o czym było do pogadania. Przytuliliśmy się do siebie, jak zawsze ciepło. "Jestem przy Tobie, kocham Cię, zawsze będę przy Tobie, cokolwiek by się działo..."

To nie życie jest poje*ane, to tylko my...

Słuchaliśmy muzyki:
Zegarmistrza światła,
Ballady o samotnym domu,
Wehikułu czasu,
Snu o Victorii,
Niepokonanych, 
nawet Listu do M...

On powiedział tylko: dla tak wielu ludzi to są fajne piosenki... dla nas to requiem. 
Mogłam tylko przytaknąć.

Rację miał. Ci ludzie nie powrócą.
Mieliśmy jakieś nadzieje, plany, marzenia... A zostaliśmy tylko my. 
Z całej "mafii" zostaliśmy tylko my - tylko my trzymamy się razem, choć wiele osób wspomina, tylko my we dwójkę. Choć właściwie niewiele wskazywało na to, że to właśnie my się "zgadamy" i zbliżymy aż tak do siebie. 

Czasem chciałoby się uruchomić jakiś wehikuł czasu, cofnąć się o, bagatela, 3 lata . Niech to znów będą wakacje, niech znów będzie Starówka. Choć na jeden dzień zapomnieć o dzisiaj, wrócić tam, do tamtych ludzi, których już nie ma, wrócić do braku trosk, do zabawy i śmiechu. 

13 stycznia odbędzie się kolejna "wyprawa". Ciekawe, kto się pojawi. Ja będę... To będzie swego rodzaju "tribute" dla całej przeszłości, nie tylko dla jednego kolegi. Dla przeszłości, która mnie ukształtowała, która popchnęła mnie na drogę, którą długo szłam, obijając się o ściany. Drogę, na której wiele razy dostałam za swoje - ale i tą, która nauczyła mnie być i żyć taką, jaką jestem. 

Tak, słuchałam "Listu do M.", choć wiele razy płakałam, słysząc tą piosenkę. Pamiętam też, jak ktoś płakał, śpiewając mi ją o 4 nad ranem na cudzych schodach. Pamiętam, jak ktoś śpiewał ją specjalnie, by mnie zdołować. Dziś jest to dla mnie smutna pieśń, przy której wspominam dawne dni - ale już nie płaczę. Dziś wiem, że przetrwałam.

Czy jest sens w pchaniu się w coś, co nie ma sensu? Czy wiedząc, że coś nie ma przyszłości, można skakać głową naprzód? Tak, można. Ja skoczyłam - i nie wyszło. Wynik = (n-1) na liście bliskich, łzy, smutek. Czy Jemu się uda? Oby. Tego Mu życzę. I tej nieznanej Jej. 


A na razie - marzę o tym, by choć na jeden dzień cofnąć czas. Upić się na wesoło, recytować wiersze, tańczyć i śpiewać przy świetle Księżyca. I kochać...


Kochać tak, jak ja kiedyś kochałam. Bezmyślnie, bezsensownie, całym sercem, całym ciałem, całą duszą. I nie myśleć o jutrze... Kochać tak, żeby cały świat stracił znaczenie...


Niestety, ciągle mamy dziś, ciągle mamy grudniową noc, w którą M.U.K. przedziera się przez śniegi do domu, a ja wypijam ostatniego dinka i idę spać. A jutro.. .Jutro będzie nowe "dziś", które dołoży nam trosk i problemów. Kolejne "dziś", kiedy trzeba będzie stanąć naprzeciw dnia i jego wyzwań. 

Dobranoc zatem, mili moi. Niech wam jutrzejsze "dziś" przyniesie, co ma najlepszego. 

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Ojoj

sobota, 02 stycznia 2010 22:56
Coś mnie komputer przestał lubić... I ogólnie technika. I dom mnie nawet nie lubi. Kubek zbiłam, swoje śniadanie wywaliłam na podłogę (śniadanie K. było w porządku), wygrzebywałam zza szafki spadnięty tam widelec (tak, wiem, że nie ma takiego słowa, ale język polski też mnie dzisiaj nie lubi, a słowo "spadnięty" nawet mi się podoba. Bo to widelec upadły był). Książka mnie nie lubi, bo spadła z regału (też jest spadnięta, a co!), zapalniczka mnie nie lubi, bo gaz się kończy, papierosy mnie nie lubią, bo się okazało, że mam o jedną paczkę mniej, niż myślałam... K. mnie nie lubi... A nie, powiedział, że lubi, tylko po prostu mężczyzna pracujący jest. 
Moje ciało mnie nie lubi.

Tylko kot leży i mruczy. 

No, przesadzam, Sąsiedzi mnie nakarmili, dali szampana (to już trzeci w tym roku ;) Lubią mnie znajomi odzywający się dziś komórkowo i internetowo. Aż tak źle nie jest, tylko dziś wszystko staje okoniem, jak spłoszony jeleń albo zdziwiony śledź.  

Co do noworocznych postanowień, to mam je głęboko w poważaniu, i tak ich nie spełnię, to po co mam sobie coś zakładać? 

No, może jedno... Postaram się w tym roku nie zakochać się znów w jakimś idiocie. OK, nie wszyscy, w których byłam zakochana, byli idiotami, ale to taka figura retoryczna. Jak znajdziecie, kochani, sympatycznego pana z umiarkowanymi nałogami (palenie - tak, picie - z głową, narkotyki - stanowczo nie, seks - no, bez przesady, żeby się nie szlajał po kątach), dajcie znać. Moje wymagania nie są bardzo wyśrubowane - wyższy ma być ode mnie, mądrzejszy ma być ode mnie (albo chociaż tak samo mądry), inteligentny, błyskotliwy, z poczuciem humoru. Przystojny być nie musi. Myć się ma, ale niech to nie będzie picuś-glancuś, męski ma być. No i najważniejsze - niech on nie ma za dużych problemów egzystencjalnych... Moje mi wystarczą. Tu już nawet nie chodzi o "klina", bo w końcu twarda jestem, klatkę z piersiami trzymam z przodu i nie dam się pokonać (taaa, teraz tak mówię, jak już swoje wypłakałam w poduszkę i w kocie futro). Chodzi o kogoś z sensem...

"Szukam kogoś, kogoś na stałe,
kto tu, wśród ludzi, jest tak samo sam.
Szukam kogoś na życie całe,
na długą drogę w dal.
Szukam kogoś na życie całe,
na wspólny śmiech i żal.
Niech by miał choć parę groszy
i w oczach ciepła dość.
I niech by nie był wśród ludzi najgorszy.
I niech by mnie kochał, kochał, jak ja jego.
Ech, czy znajdę takiego, kogoś własnego?"
(Agnieszka Osiecka - Weselne dzieci)


Dobra, nie marudzę... W końcu nie jest aż tak źle. Jak się sensowny nie znajdzie, to kupcie mi poduszkę w kształcie męskiego ramienia. Bo ja lubię, jak się mnie przytula, ot co. 



O, a tych wariatów kocham:

(Jednej osoby brak, akurat zabrała mi aparat - dlatego ja jestem na zdjęciu, a Ona nie)


(Ale tu jest ;)


komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Nowy Rok?

sobota, 02 stycznia 2010 11:52
Podobno tak, jak spędza się Nowy Rok, czyli pierwszy dzień stycznia, tak będzie się żyło przez następne 364 dni :) Fajnie, bo Nowy Rok spędziłam z bliskimi mi ludźmi, leniwie, pod kocykami, przy filmie, przy kieliszku porzeczkówki... Potem wizyta u Rodziców, pyszny obiad, wieczór w domu - kolejny film. Cisza i spokój, no może nie taka cisza, bo dużo gadania i dużo śmiechu.

Lekko spóźniona, bo do bloga nie było czasu siadać, życzę Wam wszystkim wszystkiego noworocznego - ale niech się Wam wszystkie marzenia nie spełniają, bo marzenie jest jedną z moich ulubionych czynności - mam nadzieję, że Waszą też ;)
Bądźcie szczęśliwi, zadowoleni ze swojej pracy, pełni sił, radości i wiary w lepsze jutro :)
I, jak powiedział Kamil - bądźcie nadziani, jak ofiary Vlada Palownika ;)

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

lol sezonu :)

wtorek, 29 grudnia 2009 3:04
Nawet nie wiem, jaką kategorię tu dać... Bo ani rozmowy i rozmówki, ani "pamiętnik schizofrenika" nie pasuje... Ale w sumie "Rozmowy" wygrały, bo będzie tego więcej ;)

Nie pokazywałam się w Irishu przez jakiś czas, po prostu jakoś "nie dało rady, przepraszam...".



A. do mnie - Jak Wy słodko razem wyglądacie... Wiele szczęścia życzę...
Ja: Ale z kim??
A.: No, z tym...<wskazuje>
Ja: Z M.U.K.??? <podałam jego imię oczywiście> HAHAHAHA <homerycki śmiech>
A.: Nie jesteście parą? A szkoda... Zaje*iście razem wyglądacie.

Od tego momentu tekstem wieczoru było "Ale my zaje*iście razem wyglądamy...". Kocham Go, jak najbardziej, ale parą to my nie jesteśmy :D Choć przyznaję, to może tak wyglądać, kiedy witamy się czule, cały wieczór jesteśmy razem, a w dodatku On mnie - lub się do mnie - przytula (a niech inni faceci zazdroszczą!)... M.U.K. moim przyjacielem jest - i tyle... Staropanieństwo i starokawalerstwo (ewentualnie wdowieństwo) i mieszkanie razem po czterdziestce wchodzą w grę, ale i tak będziemy mieć oddzielne sypialnie :D



On: Gdzie masz tego stylistę? Świetnie wyglądasz...
Ja: W Stalowej Woli.
On: Ale biustu tam nie zmniejszają?
Ja: Ale czemu??
On: Bo ja mam małe dłonie...
Ja: I co, z powodu Twoich dwóch dłoni mam unieszczęśliwić rzesze mężczyzn??


Ja: No, chłopcy, powiedzcie, że jestem śliczna w nowej fryzurze!
P: Ty zawsze jesteś piękna, nawet jak włosy zetniesz... Jak zawsze jesteś taka piękna, to trudno cokolwiek mówić...
Ja: Ale Ty dzisiaj jesteś milutki ;)
J: Taka praca...


K: Jak ja tej ku*wy nie znoszę...
Ja: K., spokojnie, załatwimy ją godnością osobistą...
K.: Jasne, kto da radę, jak nie my? To Twoje powiedzonko, prawda?



Ja: A jak będę już miała samochód, to zrobię tak, jak Ty - przyjadę do Irisha, nie będę piła, a potem do domu Was odwiozę...
A.D.D.: Ty??? Niemożliwe...


Do tego PRZEPRASZAM i KAJAM SIĘ, biję się w pierś obfitą i w ogóle - w życzeniach przed-świątecznych nie uwzględniłam Ani D.D., co było niezamierzoną, ale ogromną pomyłką. Anię też całuję, mocno, mocno ;) I ogólnie wszystkich, o których zapomniałam... Bardzo przepraszam...



Bo do tanga trzeba TROJGA...

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

skleroza nie boli

poniedziałek, 28 grudnia 2009 18:44
Ani mnie, ani bohaterek wpisu ;)

Usłyszane w tramwaju, jeszcze przed Świętami, ale dopiero mi się przypomniało.
Praska "elyta" intelektualna, dwie młode (na oko jakieś 25, na słuch jakieś 15 lat) dziewoje przez całą drogę od Inżynierskiej do Centrum rozmawiały o polskich serialach. Brzydula się skończyła - w mniemaniu owych "podsłuchanych" - skandal, co one będą robić? (Moja odpowiedź w duchu - Czytać, dziecko, czytać!!!). Głośne były, że hej - jeśli udało im się przekrzyczeć muzykę w moich słuchawkach... Radośnie informowały wszystkich pasażerów o serialach, które oglądają.


Dziewczyna 1: No, a ten serial, z tym łysym?
Dziewczyna 2: <sypie tytułami seriali, nie udało mi się zapamiętać>
Dziewczyna 1: Nie, no... Jak on miał... Konfesjonał??? Nie... <pauza> Wiem! Kamerdyner!!! Zawsze mi się to myli!

Nieobeznanym w serialach pasażerom tramwaju równie gromko oznajmiły na koniec, że to "Kondzio z Niani" i wysiadły. Patrzcie, człowiek się uczy całe życie. Gdyby nie te dwie młode "entelygientki" w życiu nie wiedziałabym o istnieniu Kondzia kamerdynera...

komentarze (2) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Zakupy

poniedziałek, 28 grudnia 2009 13:50
Wydaje mi się, że całkiem nieźle sprzedawałyby się w takim Carrefourze czy innym Oszołomie produkty z działu "dla singli". Niech tam się znajdą na przykład puszki kukurydzy albo butelki wina o objętości równej połowie normalnych. No bo co, mam ochotę na wino, ale przecież nie na upicie się, więc nie otworzę całej butelki mojego ulubionego Liebfraumilch w niebieskiej butelce (14,50 w promocji), bo połowa mi skiśnie (a już i tak zamrażalnik mam zawalony mrożonym winem do sosów i zup). Mogłabym sobie zrobić sałatkę, ale bez groszku i kukurydzy, bo chcę małą porcję, a w przepisie puszka jest na gigantyczną michę... Ryż czy makaron da się przechować bez szwanku, może być w normalnych paczkach, ale na przykład pół chleba to dla mnie za dużo - chciałabym kupować tak po 4 kromki, żeby był świeży (drugie pół zamrażalnika zajmuje mrożony chleb). Czemu czerwonego Łaciatego nie sprzedają w kartonikach 0,25 litra? Tak akurat do dwóch-trzech kaw - dwa dni świeżego mleka i człowiek nie musi się martwić, że zaśmiardnie. Przecież już nauczyli się produkować taki pasztet Podlaski w tych mini pudełeczkach, co starczają na dwa-trzy dni i się nie zsycha, ani nie pleśnieje.

Proszku do prania mam zapas na dwa lata, ale to się nie psuje. Cała chemia kuchenna i łazienkowa jest ok. Czasem używam do spania dwóch poduszek, więc komplety poszewek na kołdrę i 2 poduszki też mogą być (właśnie, muszę się przejechać do Jyska, mają w promocji piękną czarno-białą pościel), ale, do cholery, takie rzeczy, które się psują łatwo albo istnieją tylko w dużych opakowaniach...

Czasem, jak robię czegoś dużą porcję, dzielę się z Sąsiadami (albo karmię krewnych i znajomych Królika), no ale bez przesady...

Ciekawe, czy jakiś badacz rynku to przeczyta...
Wielu moich znajomych nie ma tego problemu, albowiem jest "sparowanych", albo jedzą więcej ode mnie ;) Ale może ktoś się ze mną zgodzi?

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

świątecznie-cytatowo

poniedziałek, 28 grudnia 2009 2:21
Siadamy z Siostrą do krojenia sałatki:
Tata: No to pracujcie, dziewczyny, językami...
Siostra: Ludzi i aniołów.
Tata: ...a ja sobie spocznę...
Ja: Jako ten cymbał brzmiący.



Rozmowa o choinkach.
JG: A bo ja słyszałem, że trzeba ten przycięty czubek choinki posmarować woskiem, żeby wody nie ciągnęła...
Tata: A mężczyznom też trzeba czubek głowy woskiem?
JG: Na mężczyzn to chyba nie działa
Siostra: No, chyba że to jest chłop jak dąb...



Dzwonię w wigilię do Szefa z życzeniami:
Szef: Koniecznie musisz się jutro wykąpać w morzu, to taka tradycja jest.
Ja: Szefie, nad morzem byłam wczoraj, sprawdzałam, jeszcze za ciepłe!



K: Wszystkiego dobrego: opłatka o smaku kurczaka z curry (...)
Ja: Opłatka Ci życzę o smaku fasolki szparagowej, w końcu większość narodu zachowuje post (...)

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

po-świątecznie

niedziela, 27 grudnia 2009 11:53
Dziękuję za wszystkie życzenia, kochani moi, smsowe, gadu-gadowe, mailowe, blogowe i osobiste ;)

W Gdańsku było super, cieszę się, że się spotkałam z Rodziną, pobyłam trochę z Rodzicami (trochę, 4 dni aż!), odpoczęliśmy wszyscy od pracy, komputerów, kieratu codziennego, poszliśmy na molo, więc morze pozdrowiłam, choć nie było jak pogłaskać...

Po powrocie spotkałam się z Kurczakiem, dojechał do nas M.U.K., z którym potem jeszcze siedziałam długo w noc... Kot się stęsknił, tulił się, mruczał tak, aż się cały trząsł, opowiadał, co u niego, na szczęście tresury nie zapomniał. Całą noc spał wczepiony wszystkimi czterema łapami w moje włosy - a ja spałam jak niemowlę na swoim krzywym i twardym łóżku (ulga dla kręgosłupa po czterech nocach w piernatach - nie przepadam za miękkimi materacami).

Piszę nieco chaotycznie, bo zaraz lecę dalej robić za kierowcę rodzinnego.

Rozmówki świąteczno-rodzinno-inne w następnym poście :)

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Świątecznie

wtorek, 22 grudnia 2009 9:41
Miało być -1, a jest -11... No cóż, ja zimnolubna jestem i lepiej mi nawet przy tych -11, niż przy "okołozerowej" chlapie. Ale chyba żaden czowiek nie lubi, jak mu zimno w dupkę ;)

Jako że z dostępem do netu przez kilka dni mogę mieć kłopoty, już teraz życzę Wam wszystkim, kochani moi, zdrowych i spokojnych, rodzinnych, ciepłych (w sensie uczuć, nie pogody ;) i miłych Świąt.

Nie napiszę, kogo całuję najmocniej i pozdrawiam najserdeczniej, trudno by było wybrać ;)

Ale bardzo, bardzo ciepło, mocno i serdecznie:
Kocią Ciocię, czyli Kurczaka, M.U.K., Kamila, Andrzeja i Natalkę, Agatę, Magdę i Łukasza, Koleżankę Aleksandrę, Olkę z Łukaszem, Maćków nr 1, 2 i 3, Justynę z Arturem, Lucę i Kaina, Jolcię i Jolę, Jolę Młodszą, Tego Pana, Co Sobie Miał Wymyślić Pseudonim, Beherita,  wszystkich moich najbliższych krewnych i znajomych Królika ;) A także Paproszka, specjalnie dla Jagi :D

A nawet tych, których niespecjalnie lubię, albo mnie wkurzają, w końcu Święta są, czyż nie ;P (w tą kategorię wchodzą głównie paskudne stworzenia dwunogie, które mają swoje pseudonimy, często znane tylko kilku innym osobom, jak Nemezis, Hydra, Yeti, albo Ta K...)

A więc, ze świątecznym pozdrowieniem: ABY NAM NIGDY NIE BYŁO ZBYT ZIMNO W DUPKĘ :)



komentarze (3) | chcesz skomentować? - zapraszam!

przeżyłam kolejny weekend...

wtorek, 22 grudnia 2009 0:32
Tym razem było bardzo, bardzo ciężko...
Wszystko pięknie, ładnie, ale jednak niecałe 4 godziny snu na dwa dni to ciut za mało... W nocy z piątku na sobotę byliśmy na urodzinach Kurczaka, a potem jeszcze gadaliśmy, gadaliśmy, gadaliśmy.... A w sobotę był u mnie zjazd wariatów ;) Około piątej panowie ułożyli się wygodnie na ramionach pań i trzeba było ich ustawiać do pionu, coby choć na trochę posłania rozłożyć (sorry, mimo mojej całej miłości do M.U.K., nie będę spała na krześle!!!). Pozwoliłam ferajnie pospać, sama wstałam 40 minut po tym, jak zamknęłam oczy, żeby łeb rano umyć i kanapki do szkoły zrobić. Na wykładach spaliśmy we troje na ostatniej ławce :D

Weekend był naprawdę świetny, snu mi tylko odrobinę było brak ;)
Co do rozmówek, to w trakcie mniej-więcej 10 godzin imprezy padło tyle tekstów i zaistniało tyle sytuacji, że żadne z nas nie było w stanie ich spamiętać. W pewnym momencie siedzieliśmy sobie owinięci kocykami, poprzytulani jedno do drugiego, a rozmowa płynęła już poza granicami absurdu.

Mistrzostwo świata.

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

...

sobota, 19 grudnia 2009 4:53
Ka.: No, to napijmy się wina jak cywilizowani ludzie, z gwinta...
Ku.: Właśnie!!! Kto chce wódki???


Ja: No, to polej tej wódki o smaku boczku!
Towarzystwo: eee... (czerstwi jacyś byli...)

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Ciocia Dobra Rada

czwartek, 17 grudnia 2009 12:56

Wiele osób zadaje mi różne pytania. Będę odpowiadała na nie na łamach mojego bloga, może więcej osób skorzysta ;)

B. pyta: "Czemu on jest takim idiotą?"
Odpowiadam: Droga B., zawarłaś odpowiedź w pytaniu - bo to ON. Mężczyzna. Otóż każdy ma jakąś wadę - z tym się trzeba pogodzić. Ten, jak widać, ma więcej, niż jedną.

K. pyta: "Zdawałaś kiedyś certyfikat państwowy z jakiegoś języka. Przydał Ci się do czegoś?"
Odpowiadam: Zdawałam, zdałam. Z niemieckiego. Nigdy mi się nie przydał, bo pracowałam w korpo jako tłumaczka z angielskiego. Jednakowoż polecam podejście do egzaminu, im więcej papierków w CV, tym lepiej. 

A. pyta: "Czy on mnie zdradza?"
Odpowiadam: Nie wiem, na pewno nie ze mną. Jak Cię zdradza, znajdę go i zabiję.

K. pyta: "Czy przeszkadza Ci bałagan?"
Odpowiadam: Byłaś u mnie, czyż nie?

X. pyta: "Kiedy pójdziemy razem do łóżka?"
Odpowiadam: Nigdy.


 
 

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

image ;)

czwartek, 17 grudnia 2009 11:03

O mojej nowej fryzurze większość ankietowanych wypowiedziała się w superlatywach ;) Były trzy głosy na "nie" - Mama stwierdziła, że wyglądam jak wyleniały kot, kolega, że "jak dziewica, zero seksu", a K.. No cóż, K. się niestety skojarzyło. Na szczęście innym panom się nie kojarzy ani negatywnie, ani "dziewiczo" ;) Z resztą odpowiedni makijaż i mogę kusić wizerunkiem "wampowatego niewiniątka" :D Czemu by nie?

Dziś mam z powrotem loki - wygląda to całkiem ciekawie. Mam jednak zamiar wybrać się do sklepu po prostownicę :) Trzeba też zrobić zakupy na weekend... No, to do dzieła.

komentarze (4) | chcesz skomentować? - zapraszam!

zołza jestem

środa, 16 grudnia 2009 16:24
Czytam od jakiegoś czasu, a dopiero teraz się zorientowałam, że nie podlinkowałam... Przepraszam, kajam się i biję w pierś obfitą...

Zatem linkuję blog Amelkowo-Patrykowy :)

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Wróciłam.

wtorek, 15 grudnia 2009 17:06
Jestem do Bydgoszczy. W sensie, że nie do poznania (jak moja mistrzyni, Chmielewska).
Moja ukochana fryzjerka, Aneta, tym razem zaszalała mocniej - no i mam miedziane włosy - krótsze i, uwaga, mam GRZYWKĘ i wyprostowane włosy. Nie na stałe, będę sobie musiała prostować sama. Ciekawe, jak z moim antytalentem sobie poradzę ;)




Całą drogę ze Stalowej Woli siedziałam za kółkiem, czyli mam w sumie przejechane w ciągu dwóch dni około 300 km - w tym po śliskim, śniegu i w kiepskiej pogodzie - sama zupełnie :)

komentarze (3) | chcesz skomentować? - zapraszam!

O nie!

poniedziałek, 14 grudnia 2009 4:38

 

Same złe rzeczy :(

  1. Białe gówno za oknem.
  2. 4:38.... To jest późny wieczór, a nie pora do wstawania :(
  3. 400 km do przejechania samochodem po rzeczonym białym gównie.
  4. Mój kot jest kosmitą (vide "koci" blog).
  5. Jestem pożarta z Matką (sama zasłużyła, ot co!).
  6. Praca mi się zwala na łeb z prędkością światła.

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

zaprawdę, powiadam Wam...

niedziela, 13 grudnia 2009 22:07
...Niezbadane są ścieżki internetu :D

Zalogowałam się na Facebooku, dodałam się do fanów Cmentarzyska Książek i wzięłam udział w dyskusji. Pewna sympatyczna pani napisała, że ma książki do oddania - napisałam do niej, jakoś się od razu zgadałyśmy. Nie dość, że okazało się, że byłam jedyną osobą, która do niej się odezwała, to jeszcze, że jesteśmy niemal "bliźniaczkami" :D No, ona ma dwa koty i męża, a także rok więcej w metryce, ale charakterem, humorem i zachowaniem całkiem do siebie pasujemy ;)

Spotkałyśmy się dziś, wymieniłyśmy się książkami. Miałam pojechać na godzinkę na kawę, zostałam do wieczora ;) Ciesząc się z nowych znajomych pozdrawiam Kasię i Tomka :)

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 19423

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Informuję, że teksty i myśli zawarte na tym blogu są moją własnością. Jakiekolwiek kopiowanie i powielanie bez mojej zgody zabronione. Teksty cytowane przeze mnie są opatrzone nazwiskiem autora.

O mnie

Ciemna blondynka i jej świat. Trochę zabawy słowem, odrobina humoru, lekka szczypta ekshibicjonizmu.
- i jak to piszą rooooshoffe, koffane "ałtorki" - "komciuj" ;)

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 25.07.2008 20:54:54
  • autor: ciemna-blondynka
  • treść: Błe, robaki :( A w L...

Znalezione w sieci

BLONDYNKA W SIECI

Blogi znalezione w sieci

Fajne ;)

Kabarety

Komiksy

Mężczyźni, których kocham bezgranicznie

Olga Lipińska

dla dorosłych

mjuzik

mjuzik - Divine Insanity - kapela kumpla

mjuzik - Malicki

mjuzik - cięższe

mjuzik - szanty

przydatne

zwalczać nudę

Statystyki

Odwiedziny: 19423
Wpisy
  • liczba: 349
Pisany od: 602 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: