Z kotem ciągle dalej, ale już nie stara panna.
Jestem kolejnym wpisem na liście dowodów, że można znaleźć faceta przez internet.
Lepiej - faceta sensownego.
Ogarniętego, inteligentnego, sympatycznego, dobrze wychowanego, czułego, dobrego... Ach, długo by wyliczać.
No i do tego przystojnego ;)
Na razie niesie mnie euforia. Od przyszłej soboty będziemy mogli spędzić ze sobą więcej czasu, ale już mam wrażenie, jakbyśmy się sto lat znali. Dzielą nas niestety kilometry - i to tak, że zostają nam co poniektóre weekendy, kiedy nie będę miała szkoły. Ale oboje z Duchem wierzymy, że nam się uda.
Ech, kochani, trzymajcie kciuki, bo mam takie delikatne przeczucie, że to jest właśnie TEN.
A randka "jak w liceum" - słodko, miło, chodzenie za rączkę, całowanie, wpatrywanie się w siebie z uśmiechem na twarzy... Już nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle się uśmiechałam, tak szczerze, niemal bezwiednie.
Nie, to nie życie jest poje*ane, to tylko ja...
Znacie te momenty, gdzie jedynym komentarzem, jaki przychodzi człowiekowi na myśl, jest stek brzydkich słów? Bo jest tak bezsilny, że już sam nie wie, co powiedzieć?
Jeszcze przed chwilą był tu wpis, jaka to ja jestem nieszczęśliwa. I jaka wkur... zirytowana na kogoś.
Popłakałam się przed komputerem, prawda.
Napisałam, jak to mi źle.
Poszłam sobie po fajki na stację i odetchnęłam mroźnym powietrzem.
Wyjaśniło mi się parę rzeczy.
Zakończył się pewien etap w moim życiu.
Z czystym sumieniem i czystym kontem wchodzę w nowy etap.
Otóż definitywnie zakończyłam sprawę z tym, co go na Marsa chciałam wysłać, tym samym, co mnie od dwóch miesięcy najpierw zmuszał do płaczu, potem wkurzał. Dziś, proszę państwa, płakałam przez niego ostatni raz.
Napisał prawdę, sam o sobie: jestem chu*em. Nie mogę się nie zgodzić.
Napisał też: "generalnie szczęśliwiec ten, kto trafi na Ciebie"
I tu też nie mogę się nie zgodzić.
I trzymajcie kciuki, bo chyba trafił na mnie taki jeden szczęśliwiec.
Boję się zaangażować, zwłaszcza w świetle tego, co się u mnie w Departamencie Spraw Sercowych działo od czasu, kiedy poznałam L., czyli będzie już 2,5 roku. Ale jeszcze dla tego jednego spróbuję.
Ostatni raz. I może przestanę być starą panną z kotem.
Durna Blondynka, znowu robi sobie nadzieje, powiecie. Ano robię. Jakkolwiek głupie by to nie było, o czym dobrze wiem.
Jak nie wyjdzie, znów wypłaczę się w koszulę M.U.K. I zacznę odkładać kasę na to mieszkanie na Saskiej Kępie.
No.
Ogólnie dobrze jest. Jestem silna, mądra i coraz piękniejsza. Ot co. I chyba ociupinkę za... za... zauroczona...
i tytuł notki zmieniam z "nic, tylko się rozpłakać..." na "wolna, nareszcie!" albo "w końcu!"
Wcześniejsza część rozmowy nie jest specjalnie istotna.
Ważne, że powiedziałam, że pewien pan dostanie kopa w 4 litery, tak, żeby doleciał na Madagaskar.
A.D.D. twierdzi, że za blisko, chyba że obleci Ziemię choć raz dookoła.
A.D.D.: ewentualnie można nadać kierunek wgłąb ziemi - wtedy Chiny są ok.
Ja: hmmm, ewentualnie Mars, jak w górę i dobrze obliczy się trajektorię...
A.D.D: Za skomplikowane obliczenia jak dla mnie.
Ja: Ja takie lubię ;)
A.D.D.: Poza tym szkoda Marsa - stamtąd rzecież wszyscy faceci pochodzą, a możę w jakiś sensowny w końcu przyleci?
Ja: a może odesłać im go z kartką na czole "egzemplarz wybrakowany, proszę przysłać lepszego"?




Wiele osób zadaje mi różne pytania. Będę odpowiadała na nie na łamach mojego bloga, może więcej osób skorzysta ;)
B. pyta: "Czemu on jest takim idiotą?"
Odpowiadam: Droga B., zawarłaś odpowiedź w pytaniu - bo to ON. Mężczyzna. Otóż każdy ma jakąś wadę - z tym się trzeba pogodzić. Ten, jak widać, ma więcej, niż jedną.
K. pyta: "Zdawałaś kiedyś certyfikat państwowy z jakiegoś języka. Przydał Ci się do czegoś?"
Odpowiadam: Zdawałam, zdałam. Z niemieckiego. Nigdy mi się nie przydał, bo pracowałam w korpo jako tłumaczka z angielskiego. Jednakowoż polecam podejście do egzaminu, im więcej papierków w CV, tym lepiej.
A. pyta: "Czy on mnie zdradza?"
Odpowiadam: Nie wiem, na pewno nie ze mną. Jak Cię zdradza, znajdę go i zabiję.
K. pyta: "Czy przeszkadza Ci bałagan?"
Odpowiadam: Byłaś u mnie, czyż nie?
X. pyta: "Kiedy pójdziemy razem do łóżka?"
Odpowiadam: Nigdy.
O mojej nowej fryzurze większość ankietowanych wypowiedziała się w superlatywach ;) Były trzy głosy na "nie" - Mama stwierdziła, że wyglądam jak wyleniały kot, kolega, że "jak dziewica, zero seksu", a K.. No cóż, K. się niestety skojarzyło. Na szczęście innym panom się nie kojarzy ani negatywnie, ani "dziewiczo" ;) Z resztą odpowiedni makijaż i mogę kusić wizerunkiem "wampowatego niewiniątka" :D Czemu by nie?
Dziś mam z powrotem loki - wygląda to całkiem ciekawie. Mam jednak zamiar wybrać się do sklepu po prostownicę :) Trzeba też zrobić zakupy na weekend... No, to do dzieła.

Same złe rzeczy :(
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 19423

Ciemna blondynka i jej świat. Trochę zabawy słowem, odrobina humoru, lekka szczypta ekshibicjonizmu.
- i jak to piszą rooooshoffe, koffane "ałtorki" - "komciuj" ;)
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: