Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS



cytat sezonowy:

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!


Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Płachta na niej długa, biała,
W ręku gałąź oszroniała,
A na plecach drwa...
Nasza zima zła!



(Konopnicka)




Piękny kawałek

poniedziałek, 27 lipca 2009 11:42
Czasem mnie nachodzi na takie miłosne smęty ;) Może i tekst jest prosty jak budowa cepa i składa się z samych rymów częstochowskich, ale jednak coś w sobie ma ;)




Czasem marzy mi się, żeby ktoś mi tak romantycznie zaśpiewał ;)

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

długie, nocne Polaków rozmowy

poniedziałek, 27 lipca 2009 2:55
Dwie butelki wina i dwie paczki papierosów - i długa rozmowa na wszystkie tematy... Jego sen, moja praca - nie są ważne, ważne są wypowiadane słowa i ich odbiór. O lesie, o samochodach, o koniach, o muzyce, o marzeniach, o podróżach, o wierze i wierzeniach, o ezoteryce i ufoludkach, o żaglach i nartach, o tym "co by było, gdyby...". Poezja i proza, piosenki z dedykacją, filmy. Teraz słuchaj, bo to fajny kawałek. A teraz śpiewamy, a raczej mruczymy razem.
Białe wino, świece, pełna popiołka. Dotknięcie dłoni, spotkanie oczu.
A na koniec "pa, pa". Do następnego.

I nie kopać mnie w 4 litery, jest dobrze.

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

:)

niedziela, 26 lipca 2009 10:27
Impreza imieninowa była świetna, dziękuję wszystkim przybyłym gościom - a jeszcze bardziej dziękuję Arturowi za udostępnienie działki.
Zły humor rozwiał się jak dym z grilla.
A teraz będę czekać.


A co do imprezy - w kibelku mieszkały pająki. Dwa najfajniejsze to Edek i Józek. Niestety Józka zabiła Ola, więc potem miała zakaz wstępu do toalety, bo Edek bardzo cierpiał po stracie przyjaciela. Edek był średnio towarzyski, wyłaził raz na jakiś czas. Maciek się zgubił po drodze, ale w końcu dotarł. Kasia karmiła mężczyzn mięskiem w czekoladzie, a Ola mnie chlebkiem z nutellą - shit happens, parę rzeczy się lekko przypaliło. Czekolada na szczęście dawała się odkroić albo zeskrobać, a marynaty do mięcha wyszły mi naprawdę dobre - zarówno piwno-miodowa do karkówki, jak i czosnkowo-miodowo-pieprzno-curry do kurczaka. Sałatka tuńczykowa też była niezła. Obśmialiśmy się jak norki, komary nas pogryzły, mrówki i inne wielonogie badziewia też. Napiliśmy się piwka i Żubrówki, kawy i soczków. Posłuchaliśmy muzyki, pooglądaliśmy zdjęcia, rzeprowadziliśmy dyskusję o mimochodzie, oplotkowaliśmy kilka osób. Fajnie było.
Buziaki, kochani. Dziękuję.

komentarze (2) | chcesz skomentować? - zapraszam!

gadu-gadu z koleżanką

piątek, 24 lipca 2009 17:07
Ustawiłam na gg opis: "Prezentem imieninowym może też być coś dla kotka"
Koleżanka: hehe dostaniesz i jakąś flaszkę i coś dla kotka :D
Ja: zbytek szczęścia :D
Koleżanka: co byś zrobiła gdyby to coś dla kotka to był szczur alboo myszka japońska?? :>
Ja: wiesz, wolałabym go jednak karmić suchą karmą i żarciem z puszki ;P



A później:
Koleżanka: boże, faceci są do dupy... i dosłownie i w przenośni XD
Ja: kutfa, powystrzelać przynajmniej połowę z nich... choć i tak już jest ich mniej, niż kobiet
Koleżanka: nooo :D za 5 mln lat wyginą całkiem :D
Ja: za długo, w 2012 koniec świata

komentarze (2) | chcesz skomentować? - zapraszam!

a teraz szczerze

piątek, 24 lipca 2009 0:55
Doła mam. I teraz będę obrzydliwie szczera.
Może to wina kobiecych złych dni, może wina zbliżającej się drugiej rocznicy jednego z najgorszych dni w moim prywatnym życiu - co, nie zrozum tego źle, kochana, bardzo Cię proszę - pogłębia myśl o koleżance, która dziś urodziła, może kwestia kwitnącej wokół słodkiej miłości, która jakoś niestety w moim wykonaniu nie bardzo wychodzi...
Pierwszy raz od bardzo długiego czasu czuję, że może mogłabym komuś pozwolić zbliżyć się do mnie bardziej - nie w sensie fizycznym, a psychicznym. Ale chyba nic z tego nie wyjdzie. Jednocześnie spławiam kilku ludzi płci obojga, którzy chcą się do mnie zbliżyć w sensie fizycznym.
No i zostanę starą panną z kotem :D
Dobra, dalej jestem w stanie się śmiać sama z siebie. Aż tak źle nie jest.
Idę spać.
Pa, narodzie. Do jutra.

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

padam na pysk

czwartek, 23 lipca 2009 23:29

Zmęczona jestem jak pies, upały mnie wykańczają, praca nudzi, "dzieło szatana" dobija.
Ratuje mnie winko z sąsiadami, ratują mnie bliskie mi osoby, jak również i te dalsze.
Jak również kursy na prawko, choć jutro ostatnie spotkanie.
Perspektywa imieninowego grilla również.

Najbardziej mnie dziś ucieszyła Jola, która (niesamowita, dzielna dziewczyna) dziś o godzinie 9:50 urodziła dużego, zdrowego synka. Witamy na świecie, Kubusiu.

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Złote myśli ciemnej blondynki - po co Ci kot?

środa, 22 lipca 2009 9:55
Ponieważ już kilka osób zapytało, po co mi kot, odpowiadam, co następuje:

Kot jest po to, żeby w domu było żywe stworzenie, które będzie na mnie czekać i które będzie mnie lubić. Takie, które będzie jęczało, żeby je nakarmić, będzie się wpychać mi do łóżka, ignorować, kiedy będę chciała z nim pogadać i absorbować, kiedy nie będę miała na to czasu, bedzie się pałętało pod nogami albo znikało bez śladu, ciężko mu będzie cokolwiek przetłumaczyć, ale nie będzie zostawiało wszędzie brudnych skarpetek.

Ildefons będzie dla mnie właśnie takim stworzeniem. Miałam w domu rybki, chomiki, świnki morskie, także żółwia i przez krótki czas psa. Przez jakiś czas nawet miałam w domu mężczyznę. Kot jest najlepszym rozwiązaniem ;)

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

życie towarzyskie

wtorek, 21 lipca 2009 20:51
Ponieważ, drodzy czytelnicy, nie chce mi się cholernie wklejać tych zdjęć raz jeszcze, daję linka: fotokomiks - życie towarzyskie Ciemnej Blondynki :)

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

hurra

wtorek, 21 lipca 2009 20:02

Chyba widziałam kotecka, tak, tak, widziałam kotecka...
a ten kotecek za dwa tygodnie będzie u mnie w mieszkaniu i będzie mój.
I będę go kochać i tulić... Jak Emilka :D:D:D:D
Ale oczywiście odrobinę delikatniej :)



Właścicielka kota jest na tak, właściciel mieszkania jest na tak - kot chyba też, bo według Lynn już wie, że będzie kotem domowym - jest spokojny, nie łazi, gdzie popadnie, bawi się grzecznie sam i lubi się tulić do ludzkich nóg.
Sąsiedzi kochani już obiecali, że czasem do kota zajrzą, pogłaszczą i nakarmią. A ja jestem happy :D

komentarze (3) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Paski w mieście

wtorek, 21 lipca 2009 19:17

Pół godziny szukałam w internecie zdjęcia, które by pokazywało to, co mnie najbardziej zapieniło w trakcie oglądania relacji z "bitwy o KDT". Niestety nie znalazłam, ale sytuację opiszę. Na dach tej wielkiej obory w centrum miasta wdrapał się jakiś idiota i machał flagą Polski z czarną wstążką. Dobrze, że mnie tam nie było i broni nie miałam, bo bym faceta zestrzeliła. Flaga, jak również hymn, jest jednym z symboli narodowych i nie służy, szanowni państwo, do podcierania sobie nią dupy. I tak samo wpieklili mnie kupcy śpiewający Mazurka Dąbrowskiego. Ci, którzy odmawiali "Ojcze Nasz" przez megafon tylko mnie rozśmieszyli, ale cóż.
Symbol narodowy, drodzy moi czytelnicy, to jest COŚ. Coś ważnego, coś zawierającego treść, świadczącego o naszym patriotyźmie. Co ma patriotyzm narodowy do wielkiego baraku - nie wiem.
Nie będę się wdawać w spory moralne, powiem tylko tyle, że zgadzam się z red. Blumsztajnem (filmik z jego wypowiedzią na www.wyborcza.pl) i mam jeszcze kilka rzeczy do dodania, ale to nie czas i miejsce.
W KDT zdążyłam być w niedzielę, część z kupców już była spakowana, część się pakowała, większość robiła wyprzedaże (efektem dwie pary butów i kilka innych rzeczy - dużo taniej, w związku z czym dałam się skusić na genialne, ale do niczego mi niepotrzebne szpilki).

Wracając do tematu - nadużycie biało-czerwonych pasków zdenerwowało mnie okropnie. Uważam się za patriotkę, moi drodzy, co oczywiście nie znaczy, że popieram czyjąkolwiek politykę - po prostu kocham i szanuję swój kraj. I robi mi się bardzo źle, gdy widzę ludzi, którzy go nie szanują - a dla mnie tak właśnie przedstawia się bezmyślne machanie flagą - czy to w "obronie KTD", czy "obronie życia poczętego", czy jakimkolwiek innym, mającym mało wspólnego z patriotyzmem, celu.

Ten post i tak by powstał, ale że dziś 21, dołączam się do akcji GTWb.
I kilka zdjęć:



O ile dobrze wiem, dziś nie ma żadnego święta narodowego, więc zastanawiam się, co robiły flagi na budynku...





I w...


A tu też mamy paski, a jakże... I taki nasz polski patriotyzm...











A co do butów:


Fajne, nie? :D

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

ech...

poniedziałek, 20 lipca 2009 23:39

Kumpel mnie wyciągnął do knajpy... Długa, poważna rozmowa o dupie Maryni, czyli naszych ostatnich kobietach i meżczyznach, nieznośnej lekkości bytu itp.
Kumpel: Jestem zadowolony z tego, jak jest, dobrze mi samemu, ale ostatnio ciągnie mnie do związku...
Ja, z ciężkim westchnieniem: Mnie chyba też...
Oboje wzdychamy jeszcze ciężej.
Ja: Starzejemy się...

Mina kumpla - bezcenna. Atmosfera rozładowana, rozmowy o życiu odfajkowane, można się było znów zająć rozmowami o dupie Maryni (i innych również)

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Heksakosjoiheksekontaheksafobia

czwartek, 16 lipca 2009 15:00



Gdzieś w przepastnych czeluściach internetu mignęło mi słowo heksakosjoiheksekontaheksafobia , czyli paranoiczny strach przed liczbą 666... Najczęstsza choroba występująca wśród słuchaczy Radia Maryja ;)

Triskaidekafobia to natomiast lęk przed liczbą 13, cierpiał na nią między innymi Bonaparte.

 

Zachęcona tymi wiadomościami, postanowiłam przejrzeć wikipedię w poszukiwaniu kolejnych fobii. Część z nich ma całkiem śmieszne nazwy (po myślniku czynnik wywołujący lęk, a potem mój komentarz):

ablutofobia - kąpiel - no tak, od ablucji...

emetofobia - wymioty - może od emitowania czegoś? ;)

pirofobia - ogień - kojarzyć z piromanem, czyli przeciwieństwem pirofoba

skopofobia - bycie oglądanym przez innych - a nie lęk przed skopaniem :D

erytrofobia - lęk przed zaczerwienieniem się lub czerwonymi przedmiotami - erytrocyty i inne takie też wchodzą w grę

 

Ale niektóre wydają się śmieszne ze względu na czynniki, które je wywołują:

ailurofobia - koty

antropofobia -  inni ludzie

amatofobia - pył, kurz

astrafobia - błyskawice

belonofobia - ostre rzeczy (np. noże, żyletki)

cenetofobia - nowości, innowacyjność, nowe idee

enisofobia - krytycyzm

hafefobia - dotknięcie przez inne osoby

hialofobia - szkło

katotrofobia - lustra

myrmekofobia - mrówki

ochlofobia - zatłoczone miejsca

ombrofobia - ulewy

pekatofobia - popełnienie grzechu

tafofobia - groby

talasofobia - morze

neofobia - Bóg, kara boża za grzechy

transfobia - osoby trans płciowe

 

Ja się tam nie boję ani kotów, ani szkła, ani tym bardziej kary boskiej. A Wy? Znajdujecie w sobie jakieś objawy fobii? Ja mam tylko nerwicę natręctw - nic, czego nie da się wyleczyć, ale dopóki nie utrudnia życia, to po co? ;)

 PS: Komu udało się przeczytać tytuł na jednym wydechu i bez przerw? :)

 

komentarze (3) | chcesz skomentować? - zapraszam!

redakcja...

czwartek, 16 lipca 2009 14:44
Mama: Czego szuka? Czego błądzi?
Tata: Niczego.
Mama: No czego chodzi krokiem tanga, dwa w te, dwa we wte?
Tata: A co? Potańczyć sobie nie mogę?


Ja: Możesz zmieniać te teksty, nie miałam weny i nie będę się o nie kłócić.
Tata: Kłócić??? Jak w pierwszej redakcji, w której pracowałem, próbowałem się kłócić o teksty, to wyleciałem z gabinetu z hukiem!
Ja: Jak będziesz miał gabinet, to pomyślimy...

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Zakochałam się, na zabój!!!

poniedziałek, 13 lipca 2009 16:00
Zakochałam się...


Jest słodki, uroczy, śliczny i w ogóle najwspanialszy na świecie.
Ma niebieskie oczka, czarne plamki na uszach, czarny ogonek i czarną kropkę na zadku.
Przeraźliwie miauczy cienkim głosikiem.
Ogólnie nie jest zbyt ciekawy świata i raczej nie przepada za obcymi, ale jak weszłam do "kociego studia" i zawołałam "chodź, malutki", to wstał i ruszył w moją stronę. Chyba też mnie lubi....
Na razie ma niewiele ponad 4 tygodnie, czasem jeszcze mu się łapki plączą, jak chodzi.
Zamierzam pokonać wszelkie przeciwności losu, musi być mój.
Przywiozę go z Płońska za jakieś 3 tygodnie.

Przy okazji ogłaszam konkurs na imię - choć łatwiej będzie, gdy jeszcze trochę podrośnie.







Trzeba będzie kupić wszystkie kocie utensylia, żwirki, kuwety, karmy, szczotki, obróżki, zabawki, leki. Trzeba go będzie zaszczepić, odpchlić, odrobaczyć, zaczipować, a za pół roku wykastrować. Trzeba będzie zamontować siatkę w oknie, żeby mógł wyłazić na parapet, ale nie wyskoczył z domu.

Sąsiedzi powiedzieli, że jak będę jechać w teren, to któreś z nich przyjdzie, nakarmi i pogłaszcze malucha :)
Jeszcze tylko trzeba pogadać z właścicielką mieszkania. Ale lubi mnie na tyle, że chyba nie będzie problemu. Oby.
No i jest jeszcze jedno - możliwe, że ktoś go zabierze wcześniej - mam nadzieję, że nie. Jak nie ten, to żaden.

komentarze (5) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Złote myśli ciemnej blondynki - 12

poniedziałek, 13 lipca 2009 14:35
Seks w plenerze jest bardzo fajny... dopóki nie trafi się dłonią, kolanem, lub jednym i drugim, w pokrzywy... 

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

lol

sobota, 11 lipca 2009 8:56
Kiedy w Irishu zobaczyłam Murzyna tańczącego do muzyki irlandzkiej, myślałam, że widziałam już wszystko. Jakże się myliłam!
W dniach 1-4 lipca na Starówce odbywał się festyn jakiejś szkockiej grupy religijnej. Grali fajnie, rozdawali darmową coca-colę i ogólnie byli sympatyczni. A oto mój ulubiony Szkot :)

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Braciszkiewicz kochany...

sobota, 11 lipca 2009 8:08
Udało nam się przewalczyć resztę rodziny - Łukasz przyjechał wczoraj o 12 PKSem z Olsztyna i przenocował u mnie. Byliśmy w Muzeum Powstania Warszawskiego - co prawda, jak stwierdził mój Braciszek, nie nadaj się ono na randkę, ale jednak robi wrażenie. O Muzeum kiedy indziej.
Spotkaliśmy się też z Mamą, zjedliśmy obiad, połaziliśmy po księgarniach i spędziliśmy miły wieczór z Sąsiadami. Przegadaliśmy pół nocy - o życiu, miłości, związkach (no w końcu Braciszek doświadczony ;)
Pobudka o 4:30, o 5 taksówka, tuż przed 6 ostatnie przytulenie, buziak - i zniknął w kolejce do odprawy paszportowej.
Średnio spotykamy się raz na dwa lata - ciekawe, kiedy następnym razem... Zaczynam zbierać pieniążki na samolot, tym razem do San Francisco ;)

Dziękuję, Braciszkiewiczu kochany.





A tak BTW, przyjazd Brata zmotywował mnie do sprzątania. Mieszkanie lśni, na podłodze nic nie leży, no, prawie nic, nawet książki na półkach w miarę równo stoją. Teraz będę się starała utzymać ten stan jak najdłużej :)

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

urokliwe

czwartek, 09 lipca 2009 0:42
Autorka: Xiaolu Guo
Tytuł: Mały słownik chińsko - angielski dla kochanków
Wydawnictwo: Albatros
Dystrybucja: Olesiejuk


Książka inna, wciągająca, denerwująca i relaksująca zarazem. Na okładce opis: "Romantyczna komedia o parze kochanków, którzy próbują porozumieć się ze sobą dwoma różnymi językami". Nie brać dosłownie - zderzenie kultur, postaw, priorytetów, język jest jeden. A przede wszystkim - to chyba jednak nie jest komedia. Nie do końca.
"Młodziutka Chinka zagubiona w Londynie" - Młodziutka? Mentalnie - jak najbardziej. Ale w moim wieku.

Nasuwa mi się wiele pytań - czy ja, lądując znienacka w Londynie byłabym tak samo zagubiona? Chyba nie, w sumie to ten sam krąg kulturowy... Czy byłabym aż tak zagubiona w, powiedzmy, Pekinie? Chyba nie aż tak. Ale zostałam wychowana w innych realiach, w wolnym kraju, gdzie liczy się jednostka, gdzie człowiek ma swoje prawa - i jest wolny. Czy dałabym radę wbić się w ichnie ramy? Jaka bym była, gdybym się tam wychowała?
Aha - i czy mój angielski był aż tak okropny, kiedy się go uczyłam? ;)

Chciałabym zobaczyć te łamańce językowe w oryginale (książka została napisana po angielsku).

Zhuang przyjeżdża na rok do kraju, gdzie niemal wszystko jest jej obce i wrogie. Poznaje mężczyznę, który uczy ją tego świata. Gdyby nie to, że ma 24 lata, można by ją porównać do lolitki, którą przez życie prowadzi dorosły. Skomplikowana jest ta ich miłość, pełna nieporozumień. Rozumiem Zhuang, wiem, że można tak kochać. A rozdział "wyścig"... Wiem, co czuje.

I tak komedia (językowa i kulturowa) miesza się z tragedią. Czy "Słownik" umożliwia katharsis? Może...

Ja polecam.

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

kolega... ze świecą takiego szukać ;)

środa, 08 lipca 2009 1:03



Wysłałam koledze obrazek:




Nataly 00:49:27
http://demotywatory.pl/19721/Antywirus a czy Ty używasz bezpiecznego internetu?

K 00:51:13
qwamć
przypomniałaś mi że muszę kondony kupić

Nataly 00:51:43
hehe
nie ma to jak koleżanka :P





No i później:

K 00:54:10
tak btw chcesz ciacho?

Nataly 00:54:37
nie, usiłuję się odchudzić :P

K 00:54:52
nie takie

Nataly 00:55:18
faceta mi znalazłeś?

K 00:55:36
sam się przyplątał


komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Help, Hilfe, Ajuto, Pomoszczi!!!

środa, 08 lipca 2009 0:28
Czyli ogólnie RATUNKU!!!

Kochani, potrzebuję pilnie namiarów na dobrą i niedrogą szkołę jazdy.
Rodzice kupują samochód, więc Blondynce przyszło nauczyć się jeździć.
Rozkaz z góry, sami wiecie, jak to jest.
Wsiąść potrafię, pojechać też potrafię, Tatuś kochany mnie uczył. Potrafiłam nawet dużego fiata wycofać z parkingu i wyjechać z niego, ale ostatnio to tylko na dwóch kółkach i po nocy... Muszę się nauczyć samochodem po mieście jeździć - i zdać prawko. HELP!!!

Obiecuję solennie, że rozkład jazd będę publikować, cobyście wiedzieli, żeby tamtędy nie chodzić (nie chcę rozjechać nikogo znajomego!)

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

miałam pomysła

wtorek, 07 lipca 2009 17:31
Miałam, no, cholera, miałam...
Coś mi wpadło do pustego łba, jak jechałam z miasta. Tłukło się, za przeproszeniem, jak Żyd po pustym sklepie. Słowa się układały, humor też dopisywał - i co? Dotarłam do domu, włączyłam komputer i spróbowałam się zalogować. Raz, drugi raz, coś się zacięło i nie wychodziło. W między czasie spojrzałam na demotywatory, włączyłam Mafia Wars - i co? I dupa, kochani. Wyleciało mi ze łba, uciekło.
Idiotka.
Chyba zacznę jeździć wszędzie z notesikiem.
I nie piszcie mi "mniej masła", bo nie jadam.

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

dogadaj się, człowieku, przez telefon...

poniedziałek, 06 lipca 2009 20:53
Tata - dziewięć godzin jechałem do tego N.
Ja - bo lało?
Tata - jasne, że bolało, dupa mnie cały czas boli
Ja - nie, ja się pytam, czy dlatego, że padało!!!

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

skarpetki

poniedziałek, 06 lipca 2009 0:36
Po burzy z 30 stopni zrobiło się 20. Szok termiczny. Stoimy z mamą na balkonie.
ja - rany, zimno...chyba będę musiała wyciągnąć z szafy kozaczki...
mama - nie ma już tu Twoich butów, będziesz musiała założyć skarpetki.
ja - do sandałów??? nigdy!!!
mama - dam Ci podkolanówki, pod spódnicą nikt nie będzie widział.
ja - do sandałów??? nigdy!!! nigdy w życiu!!!
mama - no przecież nie każę Ci nogi do kibla wkładać...


mama coś mówi
ja - powtórz, bo przez chwilę Cię nie słuchałam

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

ech, stracona dla świata...

sobota, 04 lipca 2009 1:14
Oczywiście muszę jutro rano wstać.
OCZYWIŚCIE siedzę przed kompem i pykam.
Oczywiście na pulpicie "rozwalone" kilka okien internetu, gg i film (akurat dzisiaj Volkodav - polecam gorąco).
Oczywiście jutro będę niewyspana.
Oczywiście mogłabym, na ten przykład, posprzątać, jeśli już nie śpię.
OCZYWIŚCIE tego nie robię,
Oczywiście wszystkim krewnym i znajomym królika od kilku godzin zapowiadam, że idę spać.

Standard. Czemu się, do cholery, nie mogę zebrać wcześniej spać? Podłapałam kolejną alergię, combo z klimatyzacyjnym przeziębieniem (dziś znów zmarzłam w tramwaju), oczy mam podkrążone, padam na pysk i zdarza mi się podsypiać w ciągu dnia - ale twardo siedzę przed kompem. Dobra, przyznaję się, nie tylko Internet i filmy, bazgrolę sobie cośtam w Wordzie. Jakoś opowieść, którą zaczęłam w "natchnieniu" jakiś czas temu, umarła śmiercią naturalną, ale mam pomysła na coś nowego. A nawet kilka rzeczy - byle ich nie poplątać...

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Jam-beer-session

piątek, 03 lipca 2009 22:03
Byłam dziś w czymś, co M. szumnie nazywa salą prób, a w rzeczywistości jest całkiem przyjemnym, choć bardzo oszczędnie umeblowanym mieszkankiem. M. i Ł. jam-owali, beer-owaliśmy we trójkę. Było tak mhrocznie, że rachunek za zamówione żarcie wyniósł równo 66,60... Szkoda, że w ferworze walki z pudłami pełnymi pizzy nie wzięliśmy papierka, byłby skan, a tak musicie mi uwierzyć na słowo.

W każdym razie siedziałam sobie wygodnie wciśnięta w róg kanapy, oparta plecami o poduchę, w jednym ręku trzymałam papieroska, w drugim butelkę z zimnym piwkiem, patrzyłam i słuchałam, jak panowie grają. Poczułam się niesamowicie, jakby mnie tam nie było, byli tylko oni i muzyka, którą wydobywali z tych wszystkich dziwnych urządzeń (mimo że spędziłam półtora roku z "doświadczonym muzykiem", w ogóle się na tym nie znam). Stan lekkiego odrealnienia.

Lekki półmrok, miękka kanapa i dwóch długowłosych panów z gitarami - mmm.

O mało z tej kanapy nie spadłam, kiedy usłyszałam: "No to robimy przerwę, bo nam się tutaj Natalia zanudzi"... Natychmiast sprostowałam, że wcale, a wcale się nie nudzę. Dla "pana muzyka" przestawałam istnieć, a tu moi koledzy pomyśleli o mnie... wow.
Obejrzeliśmy zdjęcia, filmiki, potem M. włączył "Wściekłe Pięści Węża" - film, którego nie da się obejrzeć na trzeźwo. Pośmialiśmy się trochę, potem posprzątaliśmy - "impreza" skończyła się o 20, ale dawno na takiej fajnej nie byłam.

Dzięki, panowie. I dzięki za zaproszenie na "następny raz". Nie omieszkam.

komentarze (2) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Cicho!

czwartek, 02 lipca 2009 21:58
Mama grzebie w papierach, ojciec stoi na środku pokoju i bredzi...
Mama: Cicho!!!
Tata: A wiecie co?
Mama: Cicho!!!
Tata: Żono moja...
Mama: Cicho!!!
Tata: Krynico mądrości...
Mama: Cicho!!!
Tata: Źródło wszelkiej pomyślności...
Mama: Cicho!!!
Tata: Władczyni pieniądza...
Mama: Cicho!!!
Tata: Wiesz, czego mi trzeba?
Mama: Rozumu!!!

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

Moje miasto

wtorek, 30 czerwca 2009 2:01
Mam tak samo, jak Ty, miasto moje, a w nim...


Jechałam dziś w nocy mostem Gdańskim, patrzyłam na tą moją Warszawę, moją przestrzeń oswojoną, moje ukochane miasto. Tu się urodziłam, tu wychowałam, tu przeżyłam swoje prawie ćwierć wieku. Znam wiele innych miast, polskich i zagranicznych, żadne nie jest tak zabałaganione, tak brudne, tak chaotyczne, a ostatnio i tak rozkopane, jak Warszawa.

Gdy spojrzysz w niebo i zobaczysz jakiś świetlny punkt, najprawdopodobniej jest to samolot. Miasto zaśmiecone światłem. Miasto zamierające wieczorami, gdzie prawie każdy z autobusów ma objazd i tak do końca nie wiesz, czy na przystanku, do którego idziesz, w ogóle coś się zatrzymuje. Jeśli się pośliźniesz, prawdopodobnie będzie to psia kupa, a jeśli pada deszcz, to zostaniesz ochlapany przez większość przejeżdżających samochodów. Miejsce, w którym do porannego tramwaju trudno wsiąść, gdzie mijany obcy najprawdopodobniej spojrzy na Ciebie spode łba. Miasto - bałagan, w którym obok starych kamienic wyrastają PRLowskie bloki, a między nimi futurystyczne, szklane bryły, gdzie panuje wieczny szum. Miasto - labirynt (choć w Krakowie jest gorzej z ulicami jednokierunkowymi). Miasto, w którym ulice nagle znikają, żeby kontynuować swój bieg kilkaset metrów dalej, a nawierzchnia w wielu miejscach składa się głównie z dziur i wertepów. Zakorkowane regularnie ryczącymi samochodami. Miasto, nad którym wisi smog, korytarze powietrzne są zabudowywaane bez ładu i składu, a brakuje mostów. Gdzie cała Starówka ma ledwie kilkadziesiąt lat.

Miasto niezwykłej, magicznej architektury, miasto pełne zieleni, gdzie komunikacja miejska działa naprawdę dobrze, stolica, która ciągle się rozrasta, przyjmuje nowych ludzi, daje im szansę rozwoju. Rzęsiście oświetlone zabytki, pomniki i ulice, podświetlone mosty, muzyka ulicznych grajków.

Miasto pełne sprzeczności. Takie, w którym po wielu latach ciągle można zabłądzić. Przestrzeń teoretycznie oswojona, dynamiczna i statyczna zarazem, gdzie całe piękno widać codziennie - a czasem trwa ułamki sekund. Czerwony zmierzch, na wiatr. Różowy świt. Mgła nad Wisłą - jedziesz mostem do nikąd. Pałac Kultury, widoczny prawie zewsząd. Krwawy księżyc, szare słońce.

Masz tak samo, jak ja?

komentarze (4) | chcesz skomentować? - zapraszam!

zdycham

wtorek, 30 czerwca 2009 1:31
Padam na ryjek, sesję prawie zamknęłam, właśnie jestem w trakcie skrobania pracy semestralnej, dziś poszedł ostatni tekst do gazety, pół godziny temu wróciłam z Irisha, ogólnie ZDYCHAM. Dobiło mnie nagłe uderzenie gorąca. Luca miała kiedyś opis na gg, który parafrazuję: "Kto podpier... czerwiec???". Przez większość miesiąca lało albo pizgało, albo jedno i drugie na raz. Ostatnie dwa dni były koszmarem, nie dość, że jestem gruba, to jeszcze raczej zimnolubna, więc łeb mnie bolał (do skoku ciśnienia i upału dołożyły się oczy - po dwóch dniach spędzonych prawie non-stop przed kompem w okularach miałam wrażenie, że same mi z orbit wypadną), samopoczucie siadło i ogólnie byłam do niczego. Dzisiejsza wspaniała burza ożywiła mnie i ustawiła do pionu.
Dziwna jestem, to wiecie. Jechałam sobie autobusem i powtarzałam w duchu "żeby tylko nie przestało padać, żeby tylko nie przestało padać...". Z Żaby  szłam sobie spokojnym spacerkiem. Po wejściu do domku musiałam wyżąć nawet niewymowne, ale byłam przeszczęśliwa. Lało, grzmiało, błyskało, a ja uśmiechnięta, z głową w górze, nareszcie odprężona. Musiałam niestety siąść do ostaniego artykułu, więc za długo nie łaziłam, choć chętnie szła bym byle dalej i byle dłużej. Kocham takie letnie burze. Ciut przestałam tą konkretną kochać, kiedy piorun uderzył w sąsiedni blok - huk był niezły, aż się przestraszyłam, bo jakoś nie zauważyłam błyskawicy, ale i tak spektakl przyrody jak zwykle imponujący. Ciut zalało nam w bloku piwnice, a i wanna zachowywała się dziwnie.

Wracając do tematu "kto podpier... czerwiec" - stoimy sobie z mamą na balkonie w najgorszy upał i nagle, zadumanym tonem, zaczynam:
Ja - wiesz, mamo, ta nasza policja nie jest taka zła...
Mina mojej mamy bezcenna
Ja: pamiętasz, jak Ci mówiłam, jak Luca miała ten opis na gadu, że ktoś ukradł czerwiec?
Mama: no tak.
Ja: no widzisz, nie dość, że go znaleźli jeszcze w czerwcu, to teraz oddają z nawiązką.


Z serii "popieprzeni napaleńcy". Jedyne, co w tej rozmowie zmieniłam, wklejając ją tu, to ukrycie numeru rozmówcy pod "x" (opis ma, dosłownie, "Kto zemna popisze jaka sliczna dziewczyna czekam" - sam się do mnie odezwał...):

x, 01:23:48
Hej

Nataly, 01:24:08
witam

x, 01:24:38
Witam co tam ciekawego powiesz

Nataly, 01:24:57
zależy, co Ty uważasz za ciekawe...

x, 01:25:20
A ty co uwazasz

Nataly, 01:25:42
nie wiem, czy ciekawsze są dla Ciebie rozmowy o tak zwanej dupie Maryni, akceleratorach cząstek, czy różnicach w filozofii platońskiej i arystotelesowskiej

01:26:34
dla mnie każdy temat jest sensowny, o ile interlokutor jest osobą inteligentną i ma coś ciekawego do powiedzenia

x, 01:27:04
Filozow z Ciebie az mnie w srodku sciska.

komentarze (2) | chcesz skomentować? - zapraszam!

pokonałam wroga

niedziela, 28 czerwca 2009 8:42
No i z KJP piąteczka jak obszył :) zostało mi teraz pozbieranie wszystkich wpisów i będę mogła się cieszyć w pełni zasłużonymi wakacjami, wolnym wrześniem i stypendium w przyszłym roku :)

komentarze (0) | chcesz skomentować? - zapraszam!

ekonomia sucks

piątek, 26 czerwca 2009 16:23
No właśnie, przed chwilą napisałam o tym, że z powodów finansowych rzucam palenie. Powody finansowe rzuciły mi się na mózgownicę jeszcze w innej kwestii. Otóż, po raz pierwszy w życiu w pełni świadomie i z premedytacją walczę o stypendium. Dlatego też jutro będę poprawiać ocenę z kultury języka polskiego z marnej czwórki na minimum 4,5.

Wymaga to ode mnie nauczenia się słów takich jak:
hajdamaka - hajdamaczyzna - zbrojny ruch Kozaków i chłopów ukraińskich przeciw szlachcie polskiej w XVIII w., a poza tym handżar, kindżał, ikonografia i inkunabuł, ingres i regres, cenzus, lapsus, enklityka, lewirat, sawantka, hunwejbin (mój faworyt), apologeta i kohabitacja.

Oprócz tego mamy zwroty:
au courant - fr., [wym. o kurã]  zaznajomiony na bieżąco, stale (z aktualnymi tendencjami, z rozwojem wydarzeń, z modą itp.)
in extenso - łac., w całości, bez opuszczeń, skrótów
status quo ante - łac., poprzedni stan rzeczy
par excellence - fr., w stopniu najwyższym
a posteriori - łac., dosł. z następstwa (log.); (poznanie) na podstawie doświadczenia, po doświadczeniu; na podstawie faktów; przez indukcję; dawn. (wnioskowanie) ze skutków o przyczynach
a priori - łac., dosł. z założenia, z racji log.; (poznanie) niezależnie od doświadczenia, przed doświadczeniem; intuicyjnie; przez dedukcję; dawn. (wnioskowanie) z przyczyn o skutkach

I cytaty:
Roma locuta, causa finita
Cuius regio, eius religio
Festina lente
Dulce et decorum est pro patria mori
Primum non nocere
oraz pacta sunt servanda...

Większość umiem. Najgorsza jest ta cholerna kasza manna, która się odmienia w sposób całkowicie idiotyczny (manna jako rzeczownik), a więc nie ma kaszy manny i kupuję kaszę mannę.
Są słówka i zdania, które pamiętam z książek, sporo łaciny z komiksów o Asteriksie, jeszcze więcej z Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz, wszystkie kindżały i handżary z książek Karola Maya, vacatio legis z WOSu jeszcze chyba z podstawówki. Teraz douczam się pozostałych. Jak mówią, repetitio est mater studiorum, więc wracam do nauki. Ech... Tego jest naprawdę dużo...

komentarze (1) | chcesz skomentować? - zapraszam!

niedziela, 21 marca 2010

Licznik odwiedzin: 21699

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Informuję, że teksty i myśli zawarte na tym blogu są moją własnością. Jakiekolwiek kopiowanie i powielanie bez mojej zgody zabronione. Teksty cytowane przeze mnie są opatrzone nazwiskiem autora.

O mnie

Ciemna blondynka i jej świat. Trochę zabawy słowem, odrobina humoru, lekka szczypta ekshibicjonizmu.
- i jak to piszą rooooshoffe, koffane "ałtorki" - "komciuj" ;)

Znalezione w sieci

BLONDYNKA W SIECI

Blogi znalezione w sieci

Fajne ;)

Kabarety

Komiksy

Mężczyźni, których kocham bezgranicznie

Olga Lipińska

dla dorosłych

mjuzik

mjuzik - Divine Insanity - kapela kumpla

mjuzik - Malicki

mjuzik - cięższe

mjuzik - szanty

przydatne

zwalczać nudę

Statystyki

Odwiedziny: 21699
Wpisy
  • liczba: 362
Pisany od: 642 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: